|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Zatrzymane w kadrze
|
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Eryri
Z nowym rokiem życzyłabym sobie więcej dystansu. Do siebie, świata. Do siebie jednak bardziej. Snowdonia brzmi obiecująco z wielu względów. I choć szkiełka przekonują, że nie - miło myśleć, że to jednak kraina orłów. Stamtąd właśnie – do usłyszenia.
poniedziałek, 12 października 2009
puce
Gdy się zapomni o lampie, zmierzch za oknem potrafi zatchnąć. Zachwyca jak zdjęcie z przesłoną, jak pokruszone sieny, umbry i crimsony. Zwyczajnie się miotam i boleśnie zadziwiam. Rozmawiałam ostatnio przez ten przeklęty komunikator i w potoku zawisło nade mną słowo. Damoklesowe. Pucenfrau! À propos pu. Tak mi się przypomniało, że jednym z plusów pobytu na Barbados były majtki od J Lo. Pupa wyglądała bosko.
czwartek, 01 października 2009
Lullaby
Indian summer. Czas szarlotek , jesiennych paziów i mimoz.
czwartek, 06 sierpnia 2009
Nogi. Nie z tych roztańczonych.
Wiedziałam, że landlord załatwi speca od dachu właśnie wtedy, gdy zakutana w barchany będę odczyniać wirusa. Nieludzko speszona (kompromitująca żółta pidżamka bawełniana, z powypychanymi kolankami) oraz rozczochrana lojalnie uprzedziłam otwierając podwoje, że mam coś na kształt grypki – tak jak przewidywałam – rzucił się metr do tyłu miażdżąc rabatki. Tymczasem spec, jak spec – niczego się nie boi. Wdrapał się na piętro, ściągając po drodze buty, czym mnie jakoś rozczulił, ale i zaraz przeraził, gdy w szerokim uśmiechu pokazał bardzo przerzedzone oraz żółte zęby. Woń tytoniu wywołała dorodny rzęch z mych słabowitych piersi, rozmowa się nie kleiła, więc spec podumał, pomruczał i poszedł. Następnego dnia przy śniadaniu prawie się udławiłam. Czy normalnym jest taki widok? I jak tu wydobrzeć.
wtorek, 04 sierpnia 2009
Czarno-białe
Piękna pogoda w lamusie. Pachnące lipy, czarnej maści koń na pobliskiej łące – wszystko ulewnie zmyte. Ptaki kryją się w koronach, na potęgę znacząc zaparkowane samochody pod. Rączy po sąsiedzku okazał się być zwykłym wałachem – onanistą. I przecieka dach. Świat przez pryzmat kropel. Przed nami urlop, a ja załapałam się na wirusa. I tu również swobodnie obwiniam kropelki. I siedzę jako ta panna uwięziona, czy może żona, bo to ani wieża, ni warkocz już nie ten. Ludzie nie zasłaniają paszcz – kaszlą, kichają z wielkim gestem. Nad tym mgławym krajem unosi się jedna wielka wirusowica. I tyle. W zeszłym tygodniu teściowa dostała z policji ankietę. W związku z nasilającą się falą nożowników etc. poproszono mieszkańców o wypełnienie, dając jednocześnie możliwość swobodnego wypowiedzenia się w zakresie określenia przyczyn narastania niepokojącego zjawiska. Teściowa (rodem z Austrii) bez wahania przyczynę ustaliła – napływ imigrantów, zwłaszcza czarnych. Za dużo ich w UK. I kropka.
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Żar
Ogrody popieleją, niebo parzy i zwodzi pomrukami. Przesuwam palcami po klawiaturze książek – każdy grzbiet wydaje inny dźwięk: zachęca, kusi, zniewala, gani – odłożony na wieczne potem. A tego czasu wciąż tak mało – sito cierpi na wytrzeszcz? Patrzę na środkową półkę regału i tak sobie myślę, o czym by rozmawiali, gdyby mogli i chcieli? Płonę. Ja i moje neurony. Jest tak, jak trzy lata temu, gdy zaczynałam pisanie. A skoro o gorących podsumowaniach mowa – usłyszałam ostatnio, że ruszyłam onegdaj w nieznane, zostawiając dawne życie w Polsce, rozpędziłam się z blogiem, zupełnie nieźle zaczynając, a potem wyszłam. Za mąż.
poniedziałek, 11 maja 2009
Free Erection
W kraju, w którym przyszło mi żyć – kraju poprawności politycznej i brzydkiej pogody, gdzie ostatnia jest constans, a pierwsza choruje na ekspansję; kraju niesmacznego chleba i absurdów odzieżowych – nareszcie zrobiło się pięknie. Badylaste kikuty zaglądające przez kuchenne okno rozwinęły się w swojską lipę, bratki w koszach wściekle pachną, słowem – zewsząd buchnęło życiem. W drodze do pracy przejeżdżam tuż obok pewnej firmy budowlanej, która w ramach poprawności politycznej jakiś czas temu musiała pozbyć się wieloletniego baneru – Free Erection. Pewnie to free kłuło w oczy i nie szło w parze z biznesem. Wszak teraz wszyscy wysoko cenią swoje usługi. No w każdym razie miejsce po banerze wciąż świeci pustką. Z nowinek po tak haniebnej przerwie w pisaniu – pławię się w szczęściu małżeńskim oraz hay fever. Taki Purple Haze. I na koniec przyziemne spostrzeżenie – francuska spódniczka typu petticoat robi piorunujące wrażenie na kierowcach typu male. Zatrzyma się każdy – można przejść w najbardziej zwariowanym miejscu ruchliwej ulicy. Dobrego tygodnia. |