Gdy się zapomni o lampie, zmierzch za oknem potrafi zatchnąć. Zachwyca jak zdjęcie z przesłoną, jak pokruszone sieny, umbry i crimsony.
Ale nie, nie.
Wcale nie jestem w pudrowym nastroju.
I istnieją, niestety, innego rodzaju zatchnięcia.
Pierwsze z brzegu – rano makijaż przed toaletką. Niemrawo idzie, bo poranna nieprzytomność, więc wytrzeszczam oczy i ... i widzę, że landlord się wytaszczył ze swej kanciapy z przeciwka i zastygł. Oczywiście, pozbawiam się oddechu i niemalże oka.
Parę dni temu – bratowa w akcji. Przybiega zziajana, cokolwiek przerażona, wymachując telefonem. Że wpadł do wody, że przestał działać i NIC się nie wyświetla, a mąż ma dzwonić za parę minut!
Człowiek zdjęty, nie wiem w zasadzie czym? Litością najpewniej – sięga po tę komórkę i rozbebesza co trzeba i dopiero wówczas się dowiaduje, ze nokia wpadła do muszli klozetowej. Gnojówa. Oto, co sobie pomyślałam, zatchnąwszy się uprzednio.
Aha. Mąż miał dzwonić w sprawie kolacji, bo został sam w domu i SAM musiał dzieciom przygotować strawę.
Nie ma co się wyrywać z pomocą jednak.
Zwyczajnie się miotam i boleśnie zadziwiam.
Nagle nasza mansarda przestaje być uroczą. W łazience zimno, więc dmucham farelą i do obłędu doprowadza mnie jej szum. Psica landlordów po przymusowym pobycie w obozie (kennel jeśli ktoś woli) dostała wścieklicy i harczy gdzie, i jak może. O różnych porach dnia i nocy.
A już sam właściciel doprowadza mnie do szału. Łupie drzwiami tak, że cały dom się trzęsie w posadach. I szczerze mówiąc, mam w dupie, że pisze kolejną książkę i że jest uduchowiony. Tak uduchowiony, że podczas urlopu w Grecji zapomniał, że żona pływała w morzu – zabrał manele, w tym jej ubrania, wrócił do hotelu i zasnął na amen. A ona wracała prawie naguśka i drżąca przez miasteczko, wystawiona na ostrza ludzkich spojrzeń i macki języków. I w dodatku długo wołała, bo on spał snem sprawiedliwego. Wszyscy, powtarzam WSZYSCY wylegli na balkony. Tak przynajmniej zeznała Olga.
No więc nie mam zrozumienia dla niego i nie o tym zupełnie chciałam.
Rozmawiałam ostatnio przez ten przeklęty komunikator i w potoku zawisło nade mną słowo. Damoklesowe. Pucenfrau!
Z akcentem na pu – to słowo może zatchnąć.
Wystrzelone w dobrej wierze, trafiło nie w płot. Mam nadzieję.
À propos pu. Tak mi się przypomniało, że jednym z plusów pobytu na Barbados były majtki od J Lo. Pupa wyglądała bosko.